Podobnie jak wielu rodziców nastolatków, chcemy, aby nasze dzieci wyrosły na współczujących dorosłych z silnymi przyjaźniami, sensowną pracą i poczuciem celu. Ale rodzicielstwo potrafi upokorzyć. Bez względu na to, jak bardzo się staramy, szybko zdajemy sobie sprawę, że nie możemy kontrolować wszystkiego. Nie możemy uchronić naszych dzieci przed każdym rozczarowaniem, wpływem czy walką. Ale to, co możemy zrobić, to pomóc zapewnić fundament dla czegoś głębszego, co kształtuje sposób, w jaki postrzegają siebie, innych i otaczający ich świat.

Dla mojej żony i dla mnie wiara w Chrystusa była tym fundamentem. Ukształtowała to, jak rozumiemy cel, relacje, współczucie i to, co naprawdę liczy się w życiu. Z tego powodu większość naszego życia poświęciliśmy na pomaganie innym, zwłaszcza młodym ludziom, w odkrywaniu tego samego fundamentu dla siebie.

Mieszkając w Stanach Zjednoczonych, przez wiele lat prowadziliśmy w naszym kościele grupę młodzieżową dla nastolatków. Z czasem zaczęło do niej uczęszczać coraz więcej młodych ludzi, wielu z nich pochodziło z domów o niewielkim lub żadnym zapleczu kościelnym. Przynosili szczere pytania dotyczące życia, cierpienia, relacji, tożsamości i Boga. Ale po pewnym czasie zauważyliśmy coś ważnego: sama informacja nie wystarczy. Młodzi ludzie nie potrzebują jedynie wykładów na temat wiary czy wartości. Potrzebują także okazji, by samemu doświadczyć współczucia, służby, wspólnoty i wiary.

To skłoniło nas do nawiązania współpracy z organizacją Urban Promise. Przez wiele lat zabieraliśmy grupy uczniów szkół średnich na tygodniowe wyjazdy do Hondurasu, aby służyć wraz z miejscową młodzieżą w programach pozaszkolnych dla dzieci.

Nasi uczniowie pomagali dzieciom w odrabianiu lekcji, rozwijaniu umiejętności życiowych, grali w gry i prowadzili lekcje biblijne pomimo barier językowych. Wieczorami spędzali czas z lokalnymi nastolatkami grając w piłkę nożną, dzieląc się posiłkami i rozmawiając o życiu i wierze. Jeden moment pozostał ze mną przez te wszystkie lata. Student z naszej grupy zalał się łzami po tym, jak zauważył, że wiele dzieci starannie używało ołówków aż do maleńkich ogonków, ponieważ ich wymiana była trudna. Powiedział: "Mamy tak wiele, a nigdy się nie zatrzymujemy i nie doceniamy tego". Nasza grupa zauważyła też coś innego. Hondurscy nastolatkowie byli niezwykle hojni. Jeśli mieli gumę do żucia, słodycze lub jedzenie, najpierw oferowali je innym. Ich wiara nie była jedynie czymś, o czym rozmawiali; kształtowała ona sposób, w jaki żyli, nawet w małych rzeczach.

Powoli nasi uczniowie również zaczęli się zmieniać. To, co zaczęło się jako idee i koncepcje wiary omawiane w grupie młodzieżowej, stało się czymś realnym i osobistym, gdy rozwinęli własną wiarę. Wielu z tych uczniów wybrało później karierę w edukacji, służbie zdrowia, prawie, służbie publicznej i pracy społecznej, ponieważ odkryli coś większego niż oni sami. Zdali sobie sprawę, że sensowne życie nie opiera się jedynie na wygodzie lub sukcesie. Same te rzeczy nigdy nie wystarczą. Sensowne życie rozwija się, gdy uczymy się kochać bliźniego, służyć innym i zdajemy sobie sprawę, że nasze życie może coś zmienić.


Sama grupa młodzieżowa również się zmieniła. Rozmowy stały się głębsze. Przyjaźnie stały się silniejsze. Rodzice zaczęli dołączać do wyjazdów służbowych, pomagać jako opiekunowie i angażować się w szersze życie społeczności kościoła.

Jednym ze wspaniałych spostrzeżeń wiary chrześcijańskiej jest to, że miłość staje się prawdziwa, gdy jest przeżywana. Współczucie, przebaczenie, hojność i służba nie są po prostu ideałami do podziwiania; mają być praktykowane.

Dlatego chciałbym delikatnie zachęcić rodziców tutaj w Algarve, aby rozważyli pomoc swoim dzieciom w nawiązaniu kontaktu ze wspólnotą wiary. Nie dlatego, że kościoły są idealne, bo żaden nie jest, ale dlatego, że zdrowe wspólnoty wiary mogą dać młodym ludziom coś, co jest coraz rzadsze we współczesnym życiu: przynależność, cel, wskazówki i możliwości służenia innym. Te przeżyte doświadczenia we wspólnocie wiary mogą pozostawić trwały ślad w życiu młodego człowieka. A czasami zmieniają także nas, rodziców!

Na początku swojej służby Jezus zaprosił ludzi do pójścia za Nim dwoma prostymi słowami: "Chodźcie, a zobaczycie".

Było to zaproszenie do sposobu życia zakorzenionego w wierze, wspólnocie, celu i miłości. Być może to zaproszenie jest nadal warte odkrycia dla twoich dzieci i dla ciebie? Przyjdź i zobacz!

O księdzu Stevie Chisholmie

Ks. Steve Chisholm mieszka w Algarve z żoną i dwiema nastoletnimi córkami od dwóch lat. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i jest pastorem Christ the King Church, anglojęzycznej kongregacji z siedzibą w Almancil. Przez ostatnie 30 lat Steve służył w służbie, pomagając młodzieży, rodzinom i dorosłym łączyć się z Bogiem, sobą nawzajem i społecznościami wokół nich lokalnie i globalnie.