Nie wychodzę zbyt często na zakupy, a nawet nie robię więcej niż tylko zakupy w supermarkecie, więc zakupy przez Internet są dla mnie atrakcyjne. Z moim laptopem tak łatwo jest przeglądać wszystko, co chcę, siedząc wygodnie w fotelu. To takie proste. Rzeczy są tak tanie, a zwroty to pestka - czasami zamawiam coś, co nie działa lub nie pasuje, a jest tak tanie, że nie chcą tego z powrotem! Jak fajnie, że mam rzeczy, które mogę rozdać! Bez kłopotów z parkowaniem, bez przymierzania ubrań w przewiewnej kabinie, bez obijania sobie łokci, bez innych kupujących przepychających się do kasy, bez konieczności wychodzenia na palące słońce. Boże, mogłabym to nawet zrobić z brzegu basenu, ze stopami dyndającymi w chłodnej wodzie, pod parasolem, gdybym tylko chciała.
W tym roku potrzebowałam letnich ubrań. Nowa sukienka? Wpisuję nagłówek i woosh! Jestem bombardowana kolorami, tkaninami, promocjami, a nawet rzeczami, których nie byłam zainteresowana zakupem. Godziny spędziłam na trollowaniu rozmiarów i recenzji, czasami dając się zepchnąć na boczny tor i przyglądając się rzeczom, nad którymi przypadkowo unosiłam się 6 miesięcy temu, ale o tak, pamiętali - i jak podejrzany sprzedawca w Kasbah wyciągający belę jedwabiu i obiecujący sukienkę w 3 godziny, jestem uzależniona.Z poczuciem winy kupuję rzeczy dla siebie, a potem czuję, że powinnam kupić coś dla męża i zanim się zorientuję, "koszula z prawdziwej bawełny, idealna do noszenia z szortami" wędruje do niego, ale "zostało tylko 10 sztuk, więc pospiesz się! Kup teraz! Nie rozczaruj się - nie zobaczysz tej oferty ponownie!
Kredyty: Unsplash; Autor: marques-thomas;
Wciągające
Jestem zszokowany, gdy czytam, że tak, zakupy internetowe można zaklasyfikować jako rodzaj uzależnienia behawioralnego. Ja? Nigdy! Nawet nie palę, na litość boską. Ale cytuję: "to uzależnienie od zakupów charakteryzuje się kompulsywną chęcią robienia zakupów online, aby poradzić sobie z negatywnymi emocjami, co prowadzi do problemów z finansami i relacjami osobistymi. Łatwość, dostępność i przypływ dopaminy związane z zakupami online przyczyniają się do tego, że zachowanie to może stać się problematyczne" (cóż, nie powiedziałbym, że zaszło tak daleko).
Przyznaję, że czasami myślę, że połowa zabawy polega na szukaniu przedmiotu, którego chcę, próbując znaleźć dokładnie to, czego szukam, wyobrażając sobie, jak fajnie/zabawnie/atrakcyjnie/unikatowo/ciekawie będę wyglądać. Wrzucam go do mojego wirtualnego koszyka, a jeśli nie dokonam zakupu w ciągu dnia lub dwóch, jego cena spada! Wow! Jakie to ekscytujące?
Oszukuję się, że wszystko to zaczęło się podczas Covid, kiedy nie mogliśmy wyjść na zakupy, ale teraz muszę spróbować okiełznać to oczywiste uzależnienie. Obiecuję sobie, że zrezygnuję z subskrypcji promocyjnych e-maili, usunę zapisane informacje o płatnościach i aplikacje zakupowe, a na pewno będę mieć okres oczekiwania przed impulsywnym naciśnięciem przycisku "kup".
Ale obietnice są po to, by je łamać, prawda? Spróbuję nauczyć się pomijać e-maile obiecujące mi specjalną zniżkę, jeśli znajdę odpowiedni odwrócony kubek z ukrytą pod nim monetą. I zignoruję e-mail o treści: "Z przykrością informuję Panią......, że przedmiot, który umieściła Pani w koszyku, jest prawie wyprzedany".
Kredyty: Unsplash; Autor: rupixen;
Zgaduję, że jest to odpowiednik zakupów katalogowych sprzed lat, kiedy te wielkie katalogi siedziały na stole, prosząc tylko o obejrzenie damskich gorsetów lub męskich spodni z diagonalu lub rękawiczek z prawdziwej sztucznej skóry.
Nie zawsze dostajesz to, za co płacisz!
I wiesz, po prostu się nie uczę. Widzę te żartobliwe artykuły na Facebooku o tym, co oferowano do zakupu online, a co faktycznie otrzymano. Widzę sukienki, które wyglądają, jakby zostały zszyte przez pięciolatkę tępą igłą i buty do chodzenia, które prawdopodobnie były za małe dla samej Barbie. Heck, w niestrzeżonej chwili sama kiedyś padłam ofiarą.
Muszę jednak dodać, że bywałem też mile zaskoczony, gdy przychodziło coś, co faktycznie pasowało, działało i zgadzało się z opisem.
Żyję nadzieją.








