Gillan, zrelaksowany, pełen humoru i w świetnym nastroju, opowiedział mi historie związane z utworami z albumu, odkrywając przed mną galerię postaci, marzeń i filozoficznych przemyśleń.

Najbardziej uderzający był jednak jego entuzjazm dla samej płyty.

„Moim subiektywnym zdaniem, wynikającym wyłącznie z osobistej satysfakcji” – powiedział mi Gillan – „jest to zdecydowanie najlepszy album, jaki nagraliśmy od lat 70. Entuzjazm, energia i wkład poszczególnych członków zespołu są na bardzo wysokim poziomie. Brzmi to jak prawdziwy zespół. Jestem naprawdę bardzo zadowolony z tej płyty”.

Oto historie kryjące się za utworami, opowiedziane słowami Iana.

„Arrogant Boy”

Billy to zwykły facet, który wystawia głowę ponad parapet i mówi do elity politycznej: „Hej, zróbcie coś, przestańcie się kłócić, po prostu zabierzcie się do roboty, poprawcie nam życie”.

A oni spoglądają na niego z góry i mówią: „Kim ty jesteś? Wracaj do swojej nory, ty arogancki chłopcze”.

„Diablo”

„Diablo to miasto w mojej wyobraźni. To najniebezpieczniejsze miejsce na Ziemi.

Zabrałem tam moją dziewczynę. Lubi walczyć gołymi pięściami. Weszła do areny i stoczyła dwadzieścia walk w ciągu czterech dni. Czwartego dnia dotarła do finału i zmierzyła się z okrutnym Gutsem Mackenzie, mistrzem świata, i znokautowała go w drugiej rundzie. Potem się trochę upiła, wypiła wiadro wina i wpadła do basenu z brokatem.

Potem wróciliśmy do domu. Była trochę obolała i brakowało jej kilku zębów, ale była bardzo dumna ze swojego osiągnięcia.

O to właśnie chodzi w Diablo. Każdy jedzie tam na tydzień lub dwa w swoim życiu i wraca do domu z historią do opowiedzenia”.

„Jedyny koń w mieście”

Byłem w Toronto, a była zima. Codziennie widzieliśmy tych włóczęgów i narkomanów na rogu Noble Street, pośród wszystkich śmieci, po prostu żyjących w brudzie.

Zaczęło padać śnieg. Dwoje ludzi mieszkało pod niebieską plandeką na ziemi, śpiąc, a śnieg się na nich nawarstwiał. Po trzech dniach znów przejeżdżaliśmy obok, podnieśli głowy, a my daliśmy im trochę jedzenia, ale nie chcieli go.

Chcieli tylko pieniędzy na crack. Wyobraziłem sobie więc, że jestem na miejscu jednego z tych facetów, który wziął ostatnią dawkę i udał się do świata duchowego, a ja podążałem jego śladami i zacząłem iść, szukając schronienia. Przeszedłem przez Amerykę i dotarłem na wysokie równiny Nowego Meksyku, do starego, opuszczonego miasteczka.

Była to opuszczona plan filmowa i nie było tam nic, poza tym, co zostawili po sobie Cyganie – wyczerpanym, kościstym starym koniem. W miasteczku byliśmy więc tylko ja i ten koń. Oboje zostaliśmy porzuceni i znaleźliśmy nasze schronienie

„Szaleńca”

„Są dwie historie związane z tym utworem.

Jedna z nich jest inspirowana losami Winstona Smitha, głównego bohatera niezwykle proroczej książki George’a Orwella, „Rok 1984”.

Druga sprawa dotyczy tego, że na początku tego roku brytyjska służba zdrowia (NHS) zakazała używania słowa „lunatic”. Stwierdzono, że nie można już tego słowa używać.

Byłem bardzo urażony, bardzo zły i bardzo zdenerwowany, ponieważ prawie wszyscy moi przyjaciele to szaleńcy.

W ten sposób wszyscy zostaliśmy wykluczeni przez NHS”.

„Sacred Land”

„Opowiada o dwóch starych wojownikach ze szkockich Highlands, słynnym Robie Royu MacGregorze i Johnie MacLarenie. Utwór oparty jest na historii ich waśni.

Wchodzą do doliny zmęczeni i starzy, pokryci bliznami po bitwach i wyczerpani. Kładą miecze na krzyż i rozmawiają o daremności i niekończącym się cyklu wojen i waśni. W pewnym sensie zawierają pokój.

Wtedy słyszą zamieszanie. Nagle pojawiają się intruzi i najeźdźcy. Starcy powoli wstają, chwytają za swoje claymore’y i znów zamierzają walczyć.

Tym razem jednak stają plecami do siebie, by odeprzeć intruzów.

Symbolizuje to niekończącą się bezsensowność wojny. Ledwie uda ci się coś uregulować, a już pojawia się ktoś inny, kto chce z tobą walczyć, odebrać ci ziemię lub twoją duchową ojczyznę”.

Źródło: Zdjęcie udostępnione; Autor: Ian Umberto;

„Wyrzuty sumienia”

To opowieść o Bogu i Darwinie, którzy piją razem piwo w pubie i rozmawiają o różnych sprawach.

Bóg mówi:

„Charlie, następnym razem musimy lepiej rozplanować liczbę ludności. Tu jest już zbyt tłoczno”.

„Splat”

„To była ostatnia napisana piosenka. Roger Glover i Ian Paice mieli taką improwizację na basie i perkusji.

Mieliśmy więc podkład, podobny do „Smoke on the Water”. Musiałem napisać do niego piosenkę.

Myślałem o przeludnieniu i możliwości Armagedonu, bo jest nas tak wielu.

Myślałem o ludzkości i o tym, jak wszyscy wyruszamy w kosmos niczym figury szachowe, a potem rozpływamy się w pikselach, tworząc jedną siłę energetyczną.

Nie jesteśmy już istotami fizycznymi. Jesteśmy istotami metafizycznymi. Taka jest przyszłość rasy ludzkiej, jeśli przejdziemy metamorfozę.”

„Jessica’s Bra”

Pierwotnie nazywała się „Jessica’s Bar”, ale popełniłem literówkę i napisałem B-R-A zamiast B-A-R.

Tak właśnie wyglądało kiedyś życie w angielskich pubach. Było mnóstwo zabawy.

Zostawało się tam zamkniętych, działy się szalone rzeczy, ale nikomu nic się nie działo i wszyscy wracali do domu zadowoleni.

Tak wyglądało życie, jakie znałem, gdy byłem dzieckiem”.

„Mój nowy film”

„To opowieść o tym, jak założyłem swój pierwszy zespół.

Miałem siedemnaście lat i wracałem do domu, nie mając nic poza marzeniami.

Pomyślałem: »Założę zespół«.

Z mojego kierunku szedł jakiś chłopak. Nazywał się Andy.

Zatrzymałem go i zapytałem, czy zna kogoś, kto potrafi grać na jakimś instrumencie.

Andy powiedział, że ma kilku przyjaciół, którzy dopiero zaczynają się uczyć.

Więc zaplanowałem próby u mnie w domu w sobotę rano. Wszyscy się pojawili.

Skakali po meblach ze swoimi gitarami akustycznymi, a żadna z nich nie miała sześciu strun.

Ja grałem na perkusji za pomocą igieł do robótek ręcznych i puszki po ciastkach.

Nie trzeba dodawać, że wyrzucono nas z domu, bo wszystko niszczyliśmy.

Pomyślałem o tej magicznej chwili. O marzeniach, które wszyscy chcielibyśmy spełnić.

Więc znów wyobraziłem sobie, że idę ulicą i chcę nakręcić film.

Zatrzymuję faceta i mówię:

„Co robisz w środę? Jeśli nie masz nic w planach, wpadnij do mnie, a zaczniemy pracować nad fabułą i nakręcimy film”.

Marzenia, prawda?”

Słuchanie Splat w towarzystwie samego Iana Gillana było pod wieloma względami spełnieniem mojego własnego marzenia.

Niezapomniane przeżycie.

Po wysłuchaniu albumu zgadzam się z Ianem. „Splat” może z całą pewnością zaliczać się do najmocniejszych płyt Deep Purple.

„Splat” ukaże się 3 lipca.

Umberto New Rock – The Portugal News Rock .