Nie muszę chyba nikomu przypominać, że w Blighty deszcz leje na boki, pociągi strajkują, a gospodarka chwieje się jak blancmange podczas trzęsienia ziemi. Ale gdzieś, w każdym mieście od Aberdeen po Penzance, świecący neon "Taj Mahal Tandoori" obiecuje pikantne zbawienie. I częściej niż rzadziej, to naprawdę się udaje.

Teraz jestem tutaj, we wspaniałym Algarve. Miejsce złotych plaż, uroczych, brukowanych uliczek i owoców morza tak świeżych, że praktycznie przedstawiają się przyjaznym "Boa tarde". Ale mimo to, nie tęsknię za przyzwoitym curry, ilekroć tu jestem. Jeśli jednak odwiedzimy indyjską restaurację w Portugalii, to, co często otrzymujemy, jest nieco mylące. Nie zawsze złe, rozumiesz, i wcale nie niejadalne. Po prostu złe. To tak, jakby zamówić zupełnie nowego Jaguara i otrzymać coś, co wygląda niejasno podobnie, ale okazuje się być napędzane trzycylindrowym silnikiem EcoBoost, który słabo pachnie kokosem.

Więc, co dokładnie się tutaj dzieje? Dlaczego kuchnia indyjska, ta wspaniała, pełna przypraw, afirmująca życie brytyjska podstawa, smakuje tak, jakby przeszła przez portugalskie służby celne i skonfiskowano jej cały smak?

Wspaniała hybryda

Zacznijmy od oczywistej oczywistości. Wielka Brytania nie tylko przyjęła curry; praktycznie je zaanektowała. W czasach Imperium Brytyjskiego Wielka Brytania wchłonęła wpływy z subkontynentu indyjskiego i, w prawdziwie brytyjskim stylu, powiedzieliśmy: "Zjemy trochę tego kolegi, ale nieco to zmodyfikujemy". W ten sposób narodził się stary dobry brytyjski curry house. To wspaniała hybryda, która nie jest w żaden sposób autentycznie indyjska, ale mimo to jest w każdym calu tak samo brytyjska jak Fish & Chips lub przeceniony bekonowy butty na nudnej stacji benzynowej przy autostradzie.

W Wielkiej Brytanii istnieją dania takie jak czcigodny kurczak tikka masala. O tak, TERAZ rozmawiamy! Jest to słynna brytyjska potrawa, o której powszechnie uważa się, że narodziła się w starym dobrym Blighty. Zasadniczo jest to indyjskie jedzenie, które zostało gruntownie przeprojektowane, aby zaspokoić brytyjskie kubki smakowe. Jest bogate, kremowe, raczej słodkie, a wszystko kręci się wokół sosu. Nie, nie jest on nawet odrobinę subtelny, ani delikatny. To absolutny kulinarny młot. Ale ponieważ jest nasz, my Brytyjczycy całkowicie go uwielbiamy.

Kserokopia kserokopii

Portugalia ma zupełnie inne relacje z Indiami. Jej kolonialna historia związana jest z Goa, a nie z rozległymi, zróżnicowanymi pod względem przypraw regionami, które wpłynęły na brytyjską kulturę curry. Kuchnia goańska jest niesamowita. Jest ognista, pikantna i często oparta na occie. Bardzo różni się od tego, co nazwalibyśmy ofertą "BIR" (British Indian Restaurant). Jest chudsze, ostrzejsze i znacznie mniej skłonne do zatapiania wszystkiego w aksamitnym, przeszkadzającym kardiologom sosie. Kiedy więc zamawiamy curry w Portugalii, często otrzymujemy coś bliższego europejskiej interpretacji indyjskiego jedzenia z Goan. To jak kserokopia kserokopii, ale gdzieś po drodze skończył się tusz.

Jest jeszcze drobna kwestia składników. W Wielkiej Brytanii dziesięciolecia popytu stworzyły łańcuch dostaw tak precyzyjnie dostrojony, że prawdopodobnie mógłby dostarczyć świeżą partię garam masala na odległą szkocką wyspę podczas tygodniowej wichury o sile dziesięciu. W Wielkiej Brytanii możemy z łatwością uzyskać odpowiednio świeże indyjskie przyprawy, a także wszystkie inne odpowiednie składniki (i sprzęt) potrzebne do stworzenia przyzwoitego curry "BIR".

W Portugalii? Nie za bardzo. Kraj ten przoduje w tym, na czym zna się najlepiej. Owoce morza, oliwa z oliwek, grillowane mięsa i słodkie wypieki, które potrafią sprawić, że ludzie płaczą z radości. Ale infrastruktura do przygotowywania indyjskiego jedzenia po prostu nie jest tutaj tak dobrze rozwinięta, jak w Wielkiej Brytanii. Przyprawy są zwykle łagodniejsze, mniej świeże lub po prostu inne. Dlatego w kuchni, w której różnica między genialnością a nijakością może zależeć od czegoś tak nieskończenie małego jak łyżeczka kminku, drobne szczegóły naprawdę mają znaczenie.

A potem dochodzimy do szefów kuchni. W Wielkiej Brytanii indyjskie restauracje są często prowadzone przez rodziny z korzeniami w Bangladeszu, Pakistanie, a także w samych Indiach. Są to ludzie, którzy dorastali z bardzo różnymi podniebieniami. Instynktownie rozumieją, jak długo należy smażyć cebulę, jak przyprawy powinny kwitnąć, jak sos powinien przylegać do tylnej części łyżki, jakby dosłownie bał się spaść. W Portugalii wiele indyjskich restauracji prowadzonych jest przez, jakby to dyplomatycznie ująć? Może entuzjastów? Entuzjastów, którzy mają bardzo dobre intencje i często są niezwykle pracowici. Ale czasami brakuje im tej głębokiej, pokoleniowej wiedzy, która została udoskonalona w Wielkiej Brytanii. Rezultatem jest jedzenie, które wygląda dobrze, nawet niejasno pachnie, ale smakuje tak, jakby zostało zmontowane przy użyciu instrukcji obsługi przetłumaczonej na portugalski przez Google. Po prostu czegoś mu brakuje.

Doświadczenie curryhouse'u

Musimy również wziąć pod uwagę odbiorców. Brytyjczycy oczekują śmiałości. Chcemy pikanterii i ciepła, bogactwa i absurdalnych ekscesów, a wszystko to spiętrzone w jednym, wspaniale zdobionym daniu balti. Jeśli curry nie sprawi, że my, Brytyjczycy, pocimy się lekko i kwestionujemy nasze wybory życiowe następnego ranka, jest to uważane za porażkę. Z kolei portugalscy goście preferują prostotę i równowagę. Tutaj daniami narodowymi są grillowane sardynki, bacalhau, delikatne cataplanas i kurczak piri-piri. W daniach tych chodzi przede wszystkim o to, by pozwolić składnikom błyszczeć, a nie chować je pod całym kopcem przypraw. Tak więc tutaj, w Portugalii, indyjskie jedzenie jest często stonowane, aby pasowało do lokalnych podniebień. To trochę tak, jakby wziąć koncert heavy metalowy i poprosić zespół, aby zagrał akustycznie w bibliotece. Być może technicznie imponujące. Ale całkowicie mija się z celem.

No i jest jeszcze atmosfera. W Wielkiej Brytanii curryhouse to pełne doświadczenie. To rytuał piątkowej nocy. Piwo, poppadoms, tace chutney, kłótnie o to, czy dzielić się naan i ktoś zamawiający coś, co jest zdecydowanie zbyt ostre; tylko po to, by udawać, że nic im nie jest, podczas gdy potajemnie mają halucynacje. Tutaj, w Portugalii, nie ma tego samego poczucia okazji. Indyjskie restauracje mogą wydawać się dodatkami. Nowości. Coś do spróbowania między ucztami ze świeżych owoców morza. Bez tego kulturowego ciężaru, który mamy w Wielkiej Brytanii, całe doświadczenie wydaje się nieco puste.

Chwileczkę. Zanim ktokolwiek zacznie metaforycznie ostrzyć noże (lub języki), pozwólcie, że wyjaśnię to w 100%. To nie jest w żaden sposób krytyka portugalskiego jedzenia. Absolutnie nie. Wręcz przeciwnie. Wszyscy wiemy, że portugalska kuchnia jest znana jako jedna z najlepszych na świecie. Idealnie grillowany okoń morski zjedzony gdzieś wzdłuż wybrzeża Algarvii zrobi z twoją duszą rzeczy, których żadne curry nigdy nie będzie w stanie zrobić. Ale jeśli chodzi o indyjskie jedzenie? Przepraszam, naprawdę. W kontekście europejskim curry jest zdecydowanie domeną Wielkiej Brytanii. Zostało zaadoptowane, zaadaptowane i przekształcone w coś, co jest wyjątkowo nasze. Oczywiście, nie jest autentyczne. Oczywiście, nie jest nawet tradycyjne i prawdopodobnie zmyliłoby kogoś z Bombaju. Ale to nie ma znaczenia, ponieważ dla nas, Brytyjczyków, to absolutnie działa. Spektakularnie.

Jesteśmy więc w Portugalii. Możemy skończyć wpatrując się w menu indyjskiej restauracji w Albufeirze, która obiecuje "kurczaka tikka masala" za 9,50 €, w komplecie z frytkami. W tym momencie może powinniśmy wspólnie poświęcić chwilę, rozejrzeć się, poczuć zapach morskiego powietrza, a także przysłowiowej kawy i po prostu zamówić sardynki?