Niedawno otrzymałem wiadomość, że moja szwagierka w Nowym Meksyku nagle podupadła na zdrowiu. Powiedziano mi, że "może nie przeżyć tygodnia". Szybko znalazłem wystarczającą ilość British Airways Avios na bilet w jedną stronę i w ciągu dwóch dni dotarłem na lotnisko Sunport w Albuquerque.

Mimo że nie wróciłem do Stanów na stałe, pod każdym względem żyłem jak mieszkaniec, robiąc zakupy spożywcze, gotując, wykonując prace domowe itp. Jeździłem tak dużo, że nauczyłem się skrótów z jednego miejsca do drugiego i tego, które żółte światła są wystarczająco długie, aby przejechać bez ryzyka uderzenia w tył przez zbyt szybkie hamowanie. Urzędnicy w supermarkecie, farmaceuci i sprzedawcy w Walmart poznali mnie po imieniu. Po kilku tygodniach miałem niesamowite wrażenie, że a) naprawdę tu mieszkam i b) nigdy nie wrócę do domu w Europie.

Zanurzenie

Szok kulturowy odegrał pewną rolę w naszym życiu, kiedy mój mąż i ja przeprowadziliśmy się do Portugalii w 2012 roku. Musieliśmy się wiele nauczyć, w tym opanować język. Wykorzystaliśmy więc codzienny kontakt z mieszkańcami i zapisaliśmy się na kurs immersyjny na Uniwersytecie w Coimbrze. Ostatecznie mniej polegaliśmy na szaradach, a bardziej na naszej rosnącej znajomości portugalskiego.

Nauczyliśmy się także dostosowywać tempo naszego życia. Chociaż mieszkałem na niektórych obszarach wiejskich, większość życia spędziłem w moim rodzinnym Nowym Jorku i Los Angeles, a na dokładkę w Miami. Wieś w Portugalii była... spokojna. Zakochaliśmy się w niej, rozkoszując się dźwiękiem ćwierkania ptaków i beczenia owiec, a nie wykrzykiwanymi groźbami i trąbiącymi klaksonami wściekłości na drodze.

Być może największym szokiem było odkrycie, jak bardzo nasze czeki Social Security rozciągały się za granicą. Koszty życia były tak skromne, że kiedy pisałem i mówiłem o tym jako korespondent International Living w Portugalii, powiedziałem, że wydaliśmy około połowy do dwóch trzecich tego, co mieliśmy w USA.

Nigdzie nie było to bardziej widoczne niż wtedy, gdy kilka lat temu musiałem poddać się całkowitej wymianie stawu biodrowego. Opisałem swoje doświadczenia w artykule dla The Portugal News. Nie był to pierwszy raz i prawdopodobnie nie będzie to ostatni, kiedy wychwalałem zalety publicznego i prywatnego systemu opieki zdrowotnej w Portugalii.

Ostry kontrast

Miesiące, które spędziłem w Nowym Meksyku, przyniosły wyraźny kontrast w niektórych z tych kwestii. Szczerze mówiąc, czułem się dość spokojnie zarówno na drodze, jak i w placówkach handlowych, podobnie jak w Portugalii. Z drugiej strony, byłem na przedmieściach. Było wiele doniesień o brutalnych przestępstwach mających miejsce w Albuquerque. Każdego popołudnia, patrząc na majestatyczne góry Sandia z podwórka mojego brata, zastanawiałem się nad tajemniczym zniknięciem emerytowanego generała dywizji sił powietrznych Williama Neila McCaslanda.

Codziennie chodziłam do supermarketu, za każdym razem wydając od 40 do 80 dolarów. Mój mąż i ja wydajemy 600 euro miesięcznie na artykuły spożywcze. W pewnym momencie moje córki przyleciały do mnie na dziesięć dni, aby odwiedzić je w Los Angeles, gdzie pewnego dnia zabrałam wnuczkę na lunch. Rachunek za dwa hamburgery, lemoniadę i Arnolda Palmera wyniósł prawie 60 dolarów. Mój małżonek i ja jesteśmy przyzwyczajeni do delektowania się lekkim posiłkiem składającym się z tapas, popijanym kieliszkiem wina i napojem bezalkoholowym za mniej niż 10 euro.

Credits: Pexels; Autor: Jack Sparrow;

Miejsce, w którym warto być

Następnie był system opieki zdrowotnej. Musiałem umówić lub odwołać kilka wizyt lekarskich dla moich krewnych. Za każdym razem, gdy dzwoniłem, musiałem korzystać z automatycznego systemu, wybierając opcje, wprowadzając daty urodzenia, cztery ostatnie numery ubezpieczenia społecznego, kod pocztowy itp. Przez lata mówili mi, że zaplanowanie wizyty u lekarza może zająć nawet sześć miesięcy. Wierzę w to.

Jeśli chodzi o koszty, rachunek mojego brata za jedną noc spędzoną w szpitalu w grudniu ubiegłego roku wyniósł 12 000 dolarów. Na szczęście lwią część pokryło ubezpieczenie. A na szybkość leczenia w nagłych przypadkach nie ma co liczyć. Kiedy moja szwagierka upadła i trafiła do szpitala, spędziła trzy dni na oddziale intensywnej terapii, zanim przydzielono jej pokój.

Sam doświadczyłem szoku związanego z cenami opieki zdrowotnej. Z powodu biernego palenia, na które byłem narażony w Nowym Meksyku, udałem się do kliniki pilnej opieki w celu pobrania wymazu z gardła. Okazałem kartę Medicare, zapłaciłem 35 dolarów i zostałem przyjęty przez lekarza, który przepisał mi leki.

W zeszłym miesiącu w końcu wróciłem do domu i wróciłem do normalnego życia. W zeszłym tygodniu otrzymałem telefon. Powiedziano mi, że ponieważ nie mam części B Medicare, jestem winien 600 dolarów. Kiedy wyraziłem swoje niezadowolenie, zostałem poproszony o poczekanie. Chwilę później osoba wróciła i powiedziała: "Dobra wiadomość! Możemy obniżyć tę kwotę do 260 dolarów. Czy to nie wspaniale?" Nie, nie było.

Wiem, że każda kultura ma swoje plusy i minusy. Ale obecnie chcę być tylko w jednym miejscu.