Największe miasto w zachodnim Sudanie, El Fasher, padło w zeszłym miesiącu pod naporem dwóch brutalnych rywali po dwuletnim oblężeniu. Następnie doszło do najgorszej masakry w wojnie domowej, w której zginęło już 150 000 osób, a jedna trzecia ludności stała się uchodźcami, ale przy odrobinie szczęścia może to być ostatnie takie wydarzenie w obecnym cyklu.

Sudan nigdy tak naprawdę nie miał rządu godnego szacunku. Zaledwie dwa lata po uzyskaniu niepodległości w 1956 r. miał miejsce pierwszy wojskowy zamach stanu, a w 1962 r. głównie chrześcijańska ludność na południu zbuntowała się przeciwko rządom muzułmańskiej większości na północy. Trzy miliony zabitych i sześć wojskowych zamachów stanu później, Sudan Południowy uzyskał niepodległość w 2011 roku.

Osiem lat później "Sudan", obecnie kraj liczący zaledwie pięćdziesiąt milionów ludzi, obalił okrutną trzydziestoletnią dyktaturę i rozpoczął odważny eksperyment z cywilnymi rządami demokratycznymi w 2019 roku. Trwał on prawie dwa lata, zanim wojsko ponownie przejęło władzę.

Wojna domowa rozpoczęła się w 2023 r., kiedy dwaj czołowi generałowie podzielili się w kwestii tego, kto będzie kierował reżimem wojskowym. Oczywistym wyborem był szef Sudańskich Sił Zbrojnych (SAF), generał Abdul Fattah al-Burhan. Jego rywalem był generał Mohamed Hamdan Dagalo, znany również jako Hemedti.

Hemedti był outsiderem, byłym handlarzem wielbłądów z słabo zaludnionej i głównie pustynnej zachodniej części kraju. Stworzył on ludobójczą grupę paramilitarną znaną jako Janjaweed, którą były dyktator Omar al-Bashir przyjął jako przeciwwagę dla regularnej armii.

Na początku swojego istnienia Dżandżawid był milicją na wielbłądach masakrującą niearabskie plemiona dla Baszira w zachodnim regionie zwanym Darfur, ale w ostatnich latach przekształcił się w dobrze wyposażoną organizację wojskową o nazwie Rapid Support Force (RSF). Niemniej jednak, powinna ona zostać łatwo pokonana przez regularną armię (SAF), gdy doszło do rozłamu.

Jak to się stało, że zamiast tego urosła w siłę, która kontroluje całą zachodnią połowę kraju? Złoto.

Większość sudańskiego złota pochodzi z nielegalnych "rzemieślniczych" kopalni złota w Darfurze kontrolowanym przez RSF. Dziewięćdziesiąt procent z niego trafia do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA), gdzie jest przetapiane, przemianowywane i sprzedawane dalej.

Zjednoczone Emiraty Arabskie już dawno przestały być kolejnym państwem naftowym Zatoki Perskiej. Stały się krajem zamieszkałym przez 11 milionów ludzi, ich roczny produkt krajowy brutto wynosi ponad pół biliona dolarów (mniej więcej tyle samo, co Singapur czy Szwecja), a tylko jedna trzecia ich dochodów pochodzi z ropy naftowej.

Prawdą jest, że większość z tych 11 milionów ludzi (80%-90%) to wykwalifikowani i niewykwalifikowani pracownicy zagraniczni, w większości mężczyźni, którzy utrzymują gospodarkę ZEA. Pod tym względem jest to typowe państwo Zatoki Perskiej. Ale jeśli chodzi o sprawy zagraniczne, jest to duży, dorosły kraj ze wszystkimi typowymi ambicjami, który stał się głównym niezależnym graczem w strategii i polityce regionu.

Region ten obejmuje nie tylko Bliski Wschód, ale także północno-wschodnią Afrykę, w tym Sudan - a Hemedti od dawna utrzymuje bliskie stosunki ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Rzeczywiście, ZEA zatrudniały bojowników RSF jako najemników do swoich interwencji w Jemenie, Libii i innych krajach.

Jednak główną transakcją, która utrzymuje wojnę w Sudanie, jest złoto Darfuru w zamian za broń, którą ZEA pozyskują z całego świata.

Broń ta uczyniła RSF siłą, która może stawić czoła regularnej armii sudańskiej. Teraz RSF opanowała cały Darfur, co prawda biedniejszą i słabiej zaludnioną połowę kraju, ale część, w której znajduje się większość złota. A Arabia Saudyjska, Egipt i Iran są na tyle hojne ze swoją pomocą, aby zapewnić, że SAF może również kontynuować walkę.

RSF utworzyła własny, konkurencyjny rząd w Darfurze i twierdzi, że jest otwarta na podział kraju. W zeszły czwartek (6 listopada) Hemedti ogłosił, że zaakceptuje zawieszenie broni na dotychczasowych zasadach, co w praktyce oznaczałoby Darfur rządzony przez RSF i drugi podział starego Sudanu. Jego "przyjaciele" zrobili coś takiego z sąsiednią Libią, więc dlaczego nie?

Historyczny zakaz Unii Afrykańskiej dotyczący zmiany dawnych kolonialnych granic państw afrykańskich w celu uniknięcia niekończących się wojen granicznych zanika wraz z resztą "międzynarodowego porządku opartego na zasadach", więc łatwo może do tego dojść. Ostatnim przystankiem są zjednoczone stany Sudanu - ale najpierw prawdopodobnie kolejne rzezie niewinnych.