Należy więc podjąć wysiłek, nie po to, by zyskać coś nowego, ale by wyczyścić konto i doświadczyć siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. Oznacza to, że musimy pracować nad wyrzuceniem wszystkich koncepcji i uwarunkowań naszego wychowania, a także uwarunkowań, w które bez wątpienia popadliśmy w naszym obecnym stylu życia. Podczas gdy intelekt wciąż jest pod wpływem swoich wewnętrznych tendencji i predyspozycji, wysiłek jest konieczny, choćby po to, by się ich pozbyć. Pierwszym krokiem jest więc dokonanie bilansu tego, czym są te ukryte i niesformułowane wewnętrzne zahamowania. Stały wysiłek jest potrzebny w każdej chwili, aby cofnąć się i obserwować nasze myśli. Większość z nas daje się ponieść naszym myślom, nie zdając sobie sprawy z istnienia obserwatora. Musimy zdyscyplinować nasze procesy myślowe, obserwując je, a nie dając się im porwać. Jeśli damy się wciągnąć i zaangażować w niekończącą się paplaninę bez celu, zawsze będziemy na łasce tego, co nazywa się "umysłem". Jeśli nie jesteśmy świadomi natury naszych nieustannych myśli, nie będziemy wiedzieć, co należy wyeliminować.
Ale umysł człowieka jest tak wypełniony codziennymi sprawami, cenami ziemniaków, ryżu i fasoli, nagłówkami gazet, sytuacją polityczną, wojną i niesprawiedliwością, doniesieniami radiowymi, telewizją i filmami, szefami i salami konferencyjnymi, seksem i życiem towarzyskim, rodziną, czynszem, pracą, przyszłością, przeszłością, nękaniem sąsiada - lub jego dzieci, lub psa - lub czymkolwiek innym niż to, co jest mu najbliższe: błogą naturą jego Prawdziwego Ja. Nigdy nie ma chwili wolnej od myśli, by uświadomić sobie swój prawdziwy stan istnienia.
Nawet gdy kładzie się wyczerpany do łóżka, nie ma ucieczki od ruchów umysłu. Nie tylko papla on przez całą noc, ale nawet tworzy fantasmagoryczny, żywy pokaz filmowy świata snów, w którym możemy uczestniczyć na innym poziomie rzeczywistości. Niezależnie od tego, czy pamiętamy nasze sny, czy nie, one wciąż trwają, a my jesteśmy zobowiązani do przyłączenia się do nich. Ale jeśli śpię, to kto jest śniącym? Jeśli utożsamiam się ze swoim ciałem, a ciało śpi, to kim jest ta istota, która uczestniczy we śnie? Na płytkim końcu snu, kiedy moja świadomość funkcjonuje na dwóch różnych poziomach i jestem świadomy, że śnię, mówię, że ja i śniący jesteśmy jednym. Ale kiedy jestem całkowicie zaangażowany w doświadczenie snu (podczas gdy wydaje się, że jestem w ciele snu), nie mam wiedzy o moim ciele fizycznym i nie identyfikuję się z nim. Wierzę, że w tym momencie moje ciało senne jest "prawdziwą rzeczą". Tak więc nie mogę być moim ciałem fizycznym; w przeciwnym razie ja - lub ono - bylibyśmy go świadomi przez cały czas.
To umysł - a raczej przestrzeń mentalna, w której pojawiają się myśli i obrazy - jest całkowicie zaangażowany w świat snów. Czy jestem więc umysłem? Jeśli tak, to kto zasypia i odpoczywa? Jeśli jestem umysłem, to jaki jest pożytek z kładzenia się spać, jeśli zamierzam spędzić całą noc na fantazjowaniu? Ale jeśli sam umysł jest tylko jedną z moich fantazji - jak twierdzą mędrcy - to czym ja jestem?
Kredyty: Dostarczone zdjęcie; Autor: Muz Murray;
W pewnym momencie w nocy przychodzi ten okres głębokiego snu bez marzeń sennych, kiedy ta osobliwa istota, którą sobie wyobrażamy i o której myślimy jako o "ja", znika bez śladu. Moje poczucie "ja" w dziwny sposób rozpływa się w błogim zapomnieniu bez myśli, bez świata i bez świata snów. "Ja" na jawie i we śnie najwyraźniej przestało istnieć. Gdzie zatem jest zawsze obecny "umysł"?
Bez tej idei ja nie ma umysłu.
Jeśli ta idea ja i to, co uważam za swój własny umysł, mogą zniknąć, to cała moja egzystencja opiera się na niestabilnej iluzji.
Teraz ją masz, a teraz nie.
W jaki sposób taki umysł woli czy to "ja" mogłoby być mną? Aby to "ja", które zwykle uważam za siebie, pozostało w głębokim śnie, musiało istnieć to samo "ja" pozostające świadomie czujne, aby o tym wiedzieć. W przeciwnym razie jestem zmuszony dojść do wniosku, że pojawiam się i znikam z istnienia jak kukułka w zegarze.
Kto więc był wiecznym świadkiem mojego istnienia w głębokim śnie? Bez wątpienia coś istnieje w tym stanie. Czy istnieje "stabilny" ja na głębszym poziomie, który nie podlega fluktuacjom, jakieś poczucie "ja" poza tym, co normalnie uważam za siebie. Kim jestem? Jakie jest prawdziwe ja? Czy jestem jakimś innym ja? Wraz z wygaśnięciem ograniczonego poczucia "ja", z którym jestem zaznajomiony, wydaje się, że wolne od myśli "coś" poza umysłem nadal istnieje, w pozornie paradoksalnym stanie "nieistnienia" - sytuacji porównywalnej do tajemniczego stanu, który laik nazywa "śmiercią".
Czyż nocna śmierć zmysłu ja nie jest ciągłą próbą dla tego stanu, gdy świadomość opuszcza ciało na zawsze?
Część 4 w przyszłym miesiącu:
From: Sharing the Quest: Revelations of a Maverick Mystic
Znajdź na www.amazon.co.uk / lub dla ułatwienia wysyłki: www.amazon.es
Strona internetowa: www.muzmuuray.com







