W styczniu spotkanie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos zakończyło się ponurą perspektywą polityki Trumpa, w wyniku której sprawy światowe znajdą się pod kontrolą nowego globalnego porządku złożonego z supermocarstw i niezwykle bogatych korporacji biznesowych, które będą mogły dowolnie kupować i sprzedawać słabsze podmioty. Tym samym rola ONZ jako regulatora, negocjatora i rozjemcy dobiegnie końca, pozostawiając takie funkcje kaprysom wpływowej elity.
Mark Carney, jeden z niewielu mężów stanu wśród wielu polityków, powiedział: "Nostalgia nie jest strategią". Możemy jednak uczyć się z historii, śledząc początki porządku opartego na zasadach w "The Freedom of the Seas" napisanym w 1609 roku przez holenderskiego prawnika Hugo Grotiusa w odpowiedzi na prośbę Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (DEIC)
Kompania ta została utworzona siedem lat wcześniej przy użyciu procedur podobnych do współczesnych korporacji i otrzymała uprzywilejowane suwerenne prawa, które pozwoliły jej realizować swoje zamiary handlowe poprzez tworzenie sił zbrojnych i zawieranie traktatów z obcymi rządami. Była bardzo pożądliwa wobec portugalskiego niemal monopolu, który został ustanowiony w Indiach, Malezji i Chinach, a jej powstanie zostało sprowokowane przez incydent w Makau.
Miało to miejsce we wrześniu 1601 r., kiedy holenderska flotylla przybyła do wybrzeży Chin z patentem od księcia Oranii, który miał na celu założenie punktu handlowego za zgodą chińskich władz Ming. Dwie pinasy wysłane na pokojowy rekonesans zostały przechwycone przez garnizon portugalskiego Makau, a załogi zostały uwięzione. Po różnych interwencjach chińskich dyplomatów, dwudziestu Holendrów zostało zabranych do lochu, gdzie byli przesłuchiwani, torturowani, a następnie straceni.
Sześciu powieszono, a jedenastu wrzucono do morza z ciężkimi kamieniami przymocowanymi do ich ciał. Jedynie czynnik Martinus Apius i dwóch siedemnastoletnich kadetów zostało oszczędzonych i przetransportowanych do portugalskiej Malakki, gdzie przychylni urzędnicy wszczęli dochodzenie i nakazali ich uwolnienie.
Po otrzymaniu informacji o okolicznościach masakry, rozwścieczony admirał Jacob van Heemskerck poprowadził trzy okręty wojenne floty DEIC w poszukiwaniu zemsty. 25 lutego 1603 r. napotkali ciężko załadowany portugalski statek handlowy Santa Catarina, stojący na kotwicy u wybrzeży Singapuru i szybko zmusili go do kapitulacji.
Ku ich radości odkryli, że ładunek składał się ze skarbów, takich jak porcelana Ming, szlachetne tkaniny, w tym wiele bel jedwabiu, przypraw i perfum. Pod eskortą statek został przewieziony do Amsterdamu, gdzie na trwającej tydzień aukcji zebrano trzy miliony guldenów. Ponieważ była to równowartość połowy opłaconego kapitału zakładowego DEIC, wartość łupu miała natychmiastowy wpływ na gospodarkę i spowodowała, że Kompania zaczęła zastanawiać się nad legalnością swoich działań, które graniczyły z piractwem.
Kredyty: Facebook; Autor: History Three Thousand;
W związku z tym Hugo Grotiusowi zlecono wydanie opinii, która uzasadniałaby przejęcie Santa Catariny jako działanie korsarskie w czasie, gdy Królestwo Portugalii było w unii z Hiszpanią, a tym samym sojusznikiem w trwającym konflikcie między tą ostatnią a Holandią.Rezultatem był jego monumentalny traktat The Freedom of the Seas, który skonsolidował dominujące i często sprzeczne idee dotyczące tego, co stanowiło prawo wojny morskiej. Dokument został niechętnie zaakceptowany przez większość europejskich krajów morskich i ustanowił standardy, takie jak zasięg wód terytorialnych, ochrona i wymiana więźniów oraz sposób wypłacania odszkodowań za naruszenia.
To właśnie z tego powodu powinniśmy pilnie przyjrzeć się nostalgii, o której mówił Mark Carney i przeciwstawić się nadchodzącemu Nowemu Porządkowi.
Uwaga: Portugalski karak był prawdopodobnie największym statkiem z początku XVII w. Santa Catarina miała długość prawie 50 m. Przy pełnej wyporności 1500 ton, jej długość wynosiła około 7 m. Na szczycie czterech ciągłych pokładów i dużej ładowni znajdowały się bardzo wysokie zamki rufowe i dziobowe, które, jako nieporęczne, powodowały trudności podczas manewrowania na wietrze.W czasie incydentu z 1603 r. statek miał przewozić 900 osób: załogę składającą się z 300 marynarzy, mniej więcej tyle samo żołnierzy, a resztę stanowiły kobiety, dzieci i miejscowi niewolnicy. Dodatkowo hodowano zwierzęta gospodarskie w celu zaopatrzenia wspólnych kuchni. Warunki sanitarne były prymitywne, a ilość wody pitnej ograniczona.
Esej autorstwa Roberto Cavaleiro. Tomar.11 lutego 2026 r.








